poniedziałek

Królestwo za "bien me sabe"

To już ponad dwa lata, jak nie miałam w ustach potrawy, którą pokochałam od pierwszego kęsa. Mowa o bien me sabe, nazywanej również cazón i nie chodzi mi o deser, lecz o pełnowymiarowe danie. Smak bien me sabe, co znaczy po polsku: dobrze mi smakuje, poznałam jeszcze w Warszawie w jednej z hiszpańskich restauracji (nieistniejącej już Casa to tu), a jak pojechałam do Hiszpanii, dowiedziałam się, że tam częściej można je znaleźć pod nazwą cazón, tak jest też nazywane w Kadyksie (Cadiz), z którego pochodzi. Czy jedliście kiedyś rekina? Ja tak! To danie właśnie jest przygotowywane z mięsa żarłacza szarego, który jak by nie było, należy do rodziny rekinów, cazón to właśnie żarłacz szary.
Dlaczego bien me sabe tak dobrze smakuje? Może dlatego, że mięso rekina jest białe, chude i nie ma ości, a może dlatego, że zanim otoczy się kawałki mięsa rekina w ordynarnej panierce i usmaży w głębokim tłuszczu, jak nie przymierzając, jakiegoś dorsza, marynuje się je przez co najmniej osiem godzin w occie z dodatkiem czosnku, papryki i dwóch połamanych liści laurowych (niektórzy dodają jeszcze gałkę muszkatołową). Tak, bien me sabe ma wyraźnie kwaśny smak i pewnie dzięki marynacie octowej rozpływa się w ustach i przy okazji nie pobiera tłuszczu w procesie smażenia... i dzięki temu smakuje dobrze. Jak będziecie na południu Hiszpanii poproście o bien me sabe, albo cazón (kason z akcentem na o). Dostaniecie go w każdym barze. Zdjęcie prosto z Marbelli przysłał Carlos Ruiz. Dzięki wielkie! Kiedy znów będzie mi dobrze smakować?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz